naukowej lektury dzieła zatytułowanego Pan Tadeusz. Na problem podmiotu i pod-miotowości (choć nie zawsze tak właśnie określanych) zwracał uwagę, jeszcze przed wojną, Juliusz Kleiner. Na gruncie myśli i sztuki romantycznej rozpatrywał go Meyer Howard Abrams, a znaczącymi dziełami filozoficznymi pozostają w tym zakresie mo-
"Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza to jedno z najwybitniejszych dzieł polskiego romantyzmu. W pierwotnych swych zamiarach Mickiewicz chciał napisać sielankowa opowieść w stylu "Hermana i Doroty" Goethego, jak sam pisze: "Żeby te księgi zabłądziły pod strzechy, Żeby wieśniaczki, kręcąc kołowrotki,
Adam Mickiewicz. Pan Tadeusz Wpadam do Soplicowa, jak w centrum polszczyzny / Tak się człowiek napije, nadysze ojczyzny! Adam Mickiewicz. Pan Tadeusz Zosię raczej należało porwać. Jeśli już kogo miałem porywać, to Zosię, normalne i prawidłowe było by porwanie Zosi z wiejskiego dworku.
Tadeusz broni nie miał; gdy szukano szpady, Wyskoczył Hrabia zbrojny i zerwał układy. "Panie Soplico! - wołał - z przeproszeniem Pana, Pan wyzwałeś Majora! ja do Kapitana. Mam dawniejszą urazę: on do zamku mego ("Mów Pan - przerwał Protazy - do zamku naszego") On wpadł - rzekł kończąc Hrabia - na czele złodziejów,
Pan Tadeusz — cytaty z Księgi I – TEST – menu Ankieta.4free.pl; Najważniejsze cytaty w „Panu Tadeuszu” – 2l.pl; Pan Tadeusz – wybrane cytaty – Adam Mickiewicz – Wyklady.org; Pan tadeusz cytaty – Materiały dydaktyczne – Wordwall; 주제와 관련된 이미지 pan tadeusz cytaty kto mówi; 주제에 대한 기사 평가
Konający Soplica opowiada również o walkach w oddziałach Legionów Dąbrowskiego pod wodzą Napoleona, przykładowo uczestniczył w bitwie pod Hohenlinden, a także pod Samosierrą, mówi o poświęceniu oraz o ranach, jakie odniósł, o swych działaniach konspiracyjnych na terenach wszystkich zaborów, a także o spiskowej pracy na
NAJWAŻNIEJSZE CYTATY "PAN TADEUSZ" (romantyzm, epopeja narodowa, epos) Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie; Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie; Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie. Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,
Uważałem że gdy się s chłopiętami czubił, Zawsze ich zbił; więc ilekroć do zamku biegał, Jam go zawsze do trudnych imprezów podżegał. Wszystko mu się udało; czy wydrzeć gołębie. Na wieży, czy jemiołę oberwać na dębie, Czyli z najwyższéj sosny złupić wronie gniazdo, Wszystko umiał; myśliłem: pod szczęśliwą gwiazdą.
Tagi dla tego testu: język polski cytaty Adam Mickiewicz Pan Tadeusz Inwokacja Ksiąga Pierwsza Podaj swoje imię: ''Dawno domu nie widział, bo w dalekim mieście Kończył nauki, końca doczekał wreszcie''.
Przeszłość i teraźniejszość w "Panu Tadeuszu" (ważne daty) Brat Sędziego. Ojciec Tadeusza. Należał do średniozamożnej szlachty. Jego ojca z grzeczności tytułowano Podczaszym, a Jacka - Podczaszycem. Gerwazy mówił o nim: "nic nie posiadał prócz kawałki roli, / Szabli i wielkich wąsów od ucha do ucha". Był popularny w
3iQ2wJ. Strona główna Kto, ile, kiedy... W obecnej chwili mamy 78 osób on-line, w tym 0 użytkowników! Konto u nas posiada już 28929 osób, a ostatnio dołączył niejaki endriu519!Ostatni głos oddano dzisiaj o 13: komentarz napisano 2021-07-01. Teksty > Śmieszne teksty > Pan Tadeusz Księga pierwsza Tadeusz do biurka zbliżył się powoli, "Mam czas" tak pomyślał " W Wordzie sie podszkolić". Odpalił komputer, poczekał chwil kilka I by móc pracować wystarczyła chwilka. Następna sekunda i Word był gotowy. Tadeusz odetchnął bo był w Wordzie nowy. Wiedział tylko tyle, co słyszał od Zosi Która się zgodziła wiedzę mu podnosić. Kurs komputerowy Zosia ukończyła I teraz to Tadzia powoli uczyła. Zaczął Tadek pisać, potem wyjustował, I czcionkę pogrubił, i pokolorował. Lecz nagle komputer wzrok jego przywabił, Bo ujrzał tam napis: "Follow the white rabbit". Zdziwił się Tadeusz i westchnął głęboko. Podrapal się w glowę, potarł silnie oko, Wstał z krzesła z rozmachem i wyjrzal przez okno. Co ujrzal? Deszcz padał, a tam królik moknął. Wybiegł więc na ganek, by złapać królika Lecz ten wciąż uciekał- taka bestia dzika. Dotarli na końcu do skrytej polany Wpadł tam pan Tadeusz i krzyknął "O rany!" Otóż Telimena będąc całkiem nago Stała tak na deszczu podparwszy sie lagą. "Jestes Tadeuszu" zaczęła rozmowę, Tadeusz stał sztywno nie mówiąc ni słowem. "Królik tresowany Cię tu przyprowadził, Spełnił swe zadanie i sobie poradził". "Co chciałaś ode mnie?" Tadeusz wydusił, Nie patrząc na damę zapytać się zmusił. "Sprawa straszna Tadziu i pomóc mi możesz, Ktoś ukradł me ciuchy. Tak więc mi pomożesz". Zdziwil się Tadeusz i spytał nieśmiało: "Jak że mam Ci pomóc w tym co ci się stało?" "To proste mój drogi. Pójdziesz więc do dworu I stamtąd przyniesiesz coś mi do ubioru". Zrobił tak Tadeusz jak mu nakazała I przyniósł jej ciuchy co by się ubrała. A, że znalazł tylko sutannę Robaka Więc zdziwiła damę garderoba taka. Lecz co bylo robić? Sutannę włożyła I tak to ubrana za Tadkiem ruszyła. Morał z tego taki niech wam pozostanie: Dzięki komputerom ujrzysz gołe panie. Księga druga Wielce podniecony wrócił Tadzio do domu O tajemnym spotkaniu nie mówiąc nikomu Wrócił do pokoju, zamknął się za drzwiami Bo jeden tylko obraz miał wciąż przed oczami Siadł przed komputerem, lecz nie włączyl Worda Bo przez mózg mu płynęła dzikich myśli horda Siedzi przed ekranem, lecz go coś rozprasza "Dobra" szepnął Tadzio i włączył Paintbrusha Stworzył Telimenę, praca była trudna Lecz w efekcie mu wyszła bitmapa przecudna Miał więc Telimenę w Windzie na tapecie Ale było mu mało, umiescił ją w necie Na darmowym serwerze, z którym się połączył Gdy się tylko przez Tepsę do sieci podłączył Pomyślał o Zosi - miła i wesoła, Ale nigdy przed Tadkiem nie stanęła goła "Idź do Telimeny" usłyszał w swej głowie "Dobra, pójdę, zobaczę co ona mi powie" "Jesteś Telimeno, chcę ci coś powiedzieć Już dłużej w mieszkaniu nie mogłem swym siedzieć Jesteś mi tak bliska, coś do Ciebie czuję" "Zgadza się, Tadziku - jestem Twoim wujem!" "Jakże to?" - krzyk Tadzia rozległ się dokoła "Widzialem Cię dzisiaj, byłaą cała goła" "Przykro mi to mówić, mój Tadziu kochany Jestem bratem Soplicy, tym drugim - niechcianym Nikt mnie nie rozumiał, nawet ksiądz w kościele A ja się po prostu źle czułam w swym ciele Musiałam wyjechać więc aż do Strasbourga, A kiedy wróciłam znów do Petersburga Nikt mnie nie poznawał, nie chciał przyznać racji Że się tam musiałam poddać operacji Ojciec wygnał z domu, nikt nie przenocowal Musiałam więc swe życie rozpocząć od nowa" Oto nowy morał już na Ciebie czeka By nie po wyglądzie oceniać człowieka. Księga trzecia Słysząc słowa damy zachwiał się Tadeusz Złapał się za głowę i strącił kapelusz. Świat mu przed oczami szybko zawirował I już po sekundzie na ziemi zlądował. Upadł tak jak kłoda bez życia na ziemię Strasząc Telimenę na serio szalenie. Podbiegła do niego, za rekę złapała No i odetchnęła - bo puls wyczuwała. Jednak się nie ruszał. Co z Tadkiem sięe stalo? Wyglądał na trupa- tak to wygladąło. Krzyknęła z przestrachem "Pomocy!! Pomocy!!" By nie czekać długo- ktoś się napatoczył. Najpierw wpadła Zosia, ksiądz Robak i Hrabia Ciekawi tak tego co się tu wyprawia. Ujrzeli panicza bez tchu na podłodze By w jednej to chwili umartwić się srodze. Tadek wciąż bez życia nie ruszał się wcale No a ludzi wokól przybywało stale. Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty Swój róg bawoli długi, cętkowany, kręty. Takim to sposobem grał na pogotowie By się tu zjawiło i zbadało zdrowie Pana Tadeusza. Szpital był tuż blisko Więc przyjadą szybko. Chyba żeby ślisko Miało być na drodze, ale lato przecież Swoim ciepłem grzało. Pamiętał o lecie. Grał tak przez chwil kilka, aż usłyszał z dala Jak do Soplicowa erka za...dąła. Za minut piętnaście stanął był pod dworem Jankiel, który właśnie jadł chleb z pomidorem. Było w Soplicowie lekarzy dość wielu Ale nikt nie zechciał leczyć przy Jankielu. Mówiono już cuda o panu doktorze Nikt przeto nie wątpił, że teraz pomoże. Podszedł on do Tadzia postukał go w czoło I do wszystkich wokół szepnął niewesoło. "Nic tu nie poradzę, myślałem, że Zosię Przyjdzie mi wyleczyć. Ja Tadka mam w nosie. Nie jestem ja jego domowym lekarzem Nie moęe mu pomoc- tu się nie wykażę." Żegnając się zimno "No, na mnie już pora" Odjechał więc szybko kończąc pomidora. Zanim ktoś nastuka czwartą Tadka ksiegę* Wyjawie Wam morał mądry na potęgę. Skończy niejednego życie bohatera Reforma służb zdrowia. Jak, jasna cholera! Księga czwarta Gdy doktor odjechał ciszę wnet przerwała Zosia która zajście całe podsłuchała: "To przez Telimenę" - pośród łez krzyknęła "On tu przyszedł znaleźć w Tobie przyjaciela Jakżeś mogła go zranić prawdą tak bolesną Gdy on przyszedł tutaj po miłość cielesną? Gdyby do mnie tak przyszedł, szczerze wyznać muszę Oddałabym swe ciało a razem z nim duszę Dosyć mam już bowiem proszę drogich gości Tej straszliwie nudnej mojej niewinności" Księga piąta Tadeusz wnet się ocknął, przetarł blade lice Spojrzał wpierw na Zosię, potem na Soplicę Lecz gdy spojrzał tylko w oczy Telimenie Ujrzał bardzo dziwne zalotne spojrzenie Gdyż on się jej podobał, choć to jej bratanek, Zwłaszcza kiedy rano wychodził na ganek Robił dziesięć pompek na silnych ramionach W brudnym podkoszulku, starych kalesonach Tadeusz wtedy pojął, czemu ją tak lubi, Czemu ciągle marzy, że ją on poślubi. Leżał jednak dalej na brudnej podłodze Popatrzył na wszystkich, zachmurzył się srodze W nogach czuł mrowienie, w głowie dziwny zament Zerwał się na nogi, z półki zdjął atrament Zamaczał w nim pióro, spojrzał dookoła Pisał coś zaciekle, pot mu płynął z czoła Wsadził list w kopertę, zakleił dokładnie I w dolnej szufladzie polożył go na dnie. Nikt mu nie śmiał przerwać, wszyscy z boku stali I patrzyli na niego całkiem oniemiali Nie wiedzieli co robic, czy uciec czy zostać Każdy do szuflady miał zamiar się dostać Nikt nie okazywał zbytniej ciekawości, lecz każdy był ciekaw, co Tadzik wymościł Na kawałku papieru formatu A-cztery A Tadeusz wiedział, tam byly litery Litery się tworzyły w przeliczne wyrazy Z wyrazów powstały troche dłuższe frazy A wszystko pisane znakomitym wierszem, (Wszystko, co napisal, bylo jak najszczersze) Szufladę więc zamknął na kluczyk mosiężny Tak jakby w niej trzymał plik czeków pieniężnych. Klucz włożył do spodni i wyszedł na ganek (Choć wychodził tylko, kiedy był poranek) Wszyscy byli ciekawi, co tam napisane Otwarli więc szafkę, to było dość cwane Każdy z nich miał własny kluczyk zapasowy Tadzik o tym nie wiedział, bo był tutaj nowy. List otwarł Soplica, mówi "Ja mam prawo By list ten przeczytać, wy spadajcie żwawo" Soplica sam został i czytał te bajdy List był skierowany do jakiegoś Wajdy Tadeusz w nim pisał o tym Soplicowie, Że można go nakręcić, niech każdy się dowie Niech każdy zobaczy i niech puści pawia Na ujrzenie tego, co tu się wyprawia. Checią Tadzia było, a chęc była szczera By jego osobę zagrał sam Banderas Żeby Telimenę zagrała z wymogu Ta aktorka, ktorą widział w "Dekalogu" Soplica się zasępił, w środku cały skisiał Bo Tadeusz w Robaku chciał widzieć Barcisia! "Tego już za wiele, skreslę mu to słowo I miejsce Barcisia wypelnię na nowo Nie wiem kogo wpisać", aż z wrażenia usiadł "Wiem już, kto to będzie" i wpisał Bogusia Kopertę wnet zakleił, wysłał list jak trzeba "Może Bóg mi przebaczy i pójdę do nieba." A co z tego wyszło i czy mu się poszczęści Dowiemy się jednak chyba z szóstej części. Księga szósta Przemierzył list Tadka, czasu oceany Aż w końcu przez Wajdę został odebrany. Przeczytał go szybko dwa razy jak leci I po przeczytaniu wyrzucił do śmieci. Minęły dwie doby, wiatr zawiał z północy I list ów wyleciał tak z kosza jak z procy. Leciał dzień i drugi przeleciał pół Polski Aż w końcu go znalazł Władek Pasikowski. Przeczytał, pomyślał, zadumał przez chwilę I myślał już o tym zarobi nań ile. Co w liście ,dla niego wydało się super Aż z tego wrażenia on usiadł na kuper. Po chwili popędził w te pędy do domu I zaczął list pisać całkiem po kryjomu. Gdy list był gotowy na pocztę poleciał I wysłał go szybko- była wtedy trzecia. I znów list przemierzył czasu oceany, Aż w końcu przez Tadka zostal odebrany. Tadek właśnie Zosię namawiał do grzechu, Gdy przyszedł listonosz nie kryjąc uśmiechu, Zosia bowiem prawie już naga leżała I widział dokładnie co w sukni skrywała. Lecz przestał spoglądać widząc Tadeusza Szczególnie, że Tadek groźnie pięścią ruszał. Odebrał list Tadek i zaczął czytanie, I usta wykrzywił- to uśmiech wszedł na nie. Pisał Pasikowski, że film ten nakręci, Mieć musi jedynie ciąg dalszy opowieści*. Zosia nadal nago na trawie leżała Lecz się Tadeusza już nie doczekała. Ze złością włożyła znów suknię na siebie Tyłeczek podnosząc ubrudzony w glebie. I do Telimeny biegiem podążyła, Która to kobiecej miłości uczyła. Tadek nic nie widział, bo pisał i pisał Aż w końcu historię calutką opisał. Zrobił z tego paczkę i znaczek przykleił Potem wziął ją wysłał i tak się weselił, Że słychać go było w całym Soplicowie, A film już po chwili poukładal w glowie. Paczkę dostał Władek i zaczął czytanie Myśląc co tu zmieni, a co pozostanie. Po pracy miesiącu script był już gotowy. Zaczynał się właśnie takimi to słowy: "Litwo, kurwa, moja, ty, kurwa, jak zdrowie. Cię kurwa trza cenić ten się o tym dowie Kto cię, kurwa, stracił. Piękność twą opisuję Bo ja kurwa tesknię, tak kurwa to czuję.". Księga siódma Pasikowski do pracy wziął się bez wahania Nie mył się już z rana, nie jadał śniadania Pisał więc bez przerwy bez ładu i składu Jeden krótki wątek podam dla przykładu: "Natenczas Tadek chwycił do spodni przypięty Telefon - komórkę, bo był trochę spięty I wystukał numer, do ucha przycisnął Wzdął policzki jak banie w oczach krwią zablysnął Zsunął w dół powieki, wciągnął wgłąb pół brzucha Z całej siły wrzasnął: 'Czy ktoś mnie tam słucha? Co wy tam robicie na ruskiej granicy? Przecież chyba łapówę już wzięli celnicy Mieliście gorzałę przemycić już wczoraj Teraz już za późno, teraz już nie pora Czy w tamtych dwóch TIRach jest też amunicja? Bo na waszym tropie jest ruska milicja Dziś mieliście już być u Saszy w Zaganiu Co wy k... wiecie o transportowaniu?'" Scenariusz wnet napisał, (praca ma pierwszeństwo) W co drugiej linijce umieścił przekleństwo Scenariusz szybko wysłał więc do Tadeusza Bo bez zgody Tadka praca się nie ruszy Tadeusz podniecony przesyłkę otworzył Ostrożnie wziął w ręce, na stole położył Pierwsze, co Tadkowi rzuciło się w oczy Ledwie trzy litery: "PSY" - tytuł roboczy "O czym ten film będzie? O Kusym, Sokole? Jadę do Warszawy, chyba mu wpier..." Księga ósma Lecz zanim wyjechał podzwonił po świecie, Bo chciał zebrać kumpli co pomogą przecież. Sam nie dałby rady, a w grupie bezpieczniej, Więc takie dzwonienie uznał za konieczne. "Kto mógłby się przydać?" Wyciągnął notesy, W których trzymał wszystkich znajomych adresy. Po czasu kawałku miał listę gotową, I zaczął kolegów uraczać rozmową. John Rambo był pierwszy, zadzwonił do niego I szybko powiedział "Przyjeżdżaj kolego" Potem opowiedział jaka to cholera Jest z Pasikowskiego - tego reżysera. Rambo go wysłuchał i przybyć obiecał, A Tadek już nowy to numer wykręcał. Zadzwonił do Tomka Neo Andersona, Bo wiedział ze niezły z niego profesjonal. Neo wziął się zgodził nie mówiąc ni słowa Tak więc była w grupie osoba już nowa. Nie wiedział Tadeusz czy dzwonić tak z rana Lecz powziął decyzję: "Dzwonię do Conana" Conan obudzony zły był i się rzucał Lecz zmiękł gdy Tadeusz rzewnie się wysmucał. Narzekal na Władka, wyzywał od "cienia", I że tylko "kurwa" ma do powiedzenia. Powiedział "Przyjadę" slysząc jego żale I że do przybycia nie ma przeszkód wcale. Miał więc już Tadeusz całkiem sporą grupę Lecz myślał komu jeszcze pozawracac dupę. Dzwonił do Castora i brata Polluxa A takze do Ripley i do Franka Duxa. Wszyscy się zgodzili więc przestał już dzwonić Myśląc jakby tu czas co został roztrwonić. Wiedział bowiem Tadek, że czasu ma dużo Zanim tu przyjadą zmęczeni podróżą. Potem zejdzie dzionek na odpoczywaniu Więc czasu ten ogrom spędził na pisaniu. Odpisał do Władka żeby się szykował Na taką zabawę jaką mu gotował. Nie dbał pan Tadeusz o fakt zaskoczenia Powiedział więc to co miał do powiedzenia. Liczył się Tadeusz bardzo z takim faktem, Że się przygotuje Władek przed kontaktem. Lecz lubil wyzwania więc nie bał się wcale. "Co będzie to będzie", A będzie wspaniale. A że czasu jeszcze wciąż mu szmat pozostał Więc się on do Zosi pokoju przedostał I z Zosią przez dwa dni gorąco figlował, Tak się to do walki on tu przygotował. Księga dziewiąta Po figlach z Zosieńką nie chciał odpoczywać Bo kolejni goście zaczęli przybywać Wszyscy wymienieni, oprócz Andersona Bo mu synka powiła jego nowa żona Tadeusz chciał jechać. "Zaczekaj chwileczkę", Rzekł mu Podkomorzy i wyjął wódeczkę "Trzeba sobie wypić, jeśli jest okazja Szkoda, że nie przybył ten z "Trylogii" Azja Gościu jest zabawny, kiedy jest naprany Poza tym ma kasę, jest nieźle nadziany" "Nic to" rzekł Tadeusz, "Zaraz po kolacji Zapraszam was wszystkich do ostrej libacji" Rambo podczas picia dziwnie się zachował Najpierw głośno beknął, potem zwymiotował Dziwna niemoc także dotknęła Conana Zsunął on się z krzesła, czołgał na kolanach Nie ma już pożytku Tadeusz z Kastora Polluks, jak braciszek, też się rozchorował. Zosia, kiedy skutki libacji ujrzała Z bezsilnosci cała aż poczerwieniała Podeszła do Tadka, walnęła go kijem Tadzik tylko westchnął: "Kobieta mnie bije" W kilka godzin później, gdy powstał z podłogi Rozmasował mięśnie, rozprostował nogi Podszedł do Conana, ten na kocu leżał I oddać go Tadziowi wcale nie zamierzał, Bo było mu zimno, lecz go miał pod sobą Tadek zrezygnował, "Niech koc będzie z Tobą" Wszyscy spali twardo, nikt się nie podnosił, W pokoju się odór rzygowin unosił, Gdy nagle ktoś Tadka po ramieniu puka.* Podala wtem jemu Zosieńka notebooka, Mówiąc by do siebie maila wziął poszukał. Znalazł go dość szybko i zaraz przeczytał No i go zmroziło to, co tam wyczytał. Pisał Pasikowski, ze juz w dobrej wierze Rozpoczął on zdjęcia kręcić gdzieś w plenerze. Księga dziesiąta Pasikowski z Lusasem, gdy zostali sami, Połączyli "Tadzika" z "Gwiezdnymi Wojnami". Tadeusz, choć chłop z niego był co się zowie, Nie wychodził, bo wiedział o dziwnej chorobie. Od czego jej dostał? Tego on nie wiedział, Dobrze się czuł wtedy, gdy na dupie siedział. Gdy to Robak usłyszał krew się w nim wzburzyła. "Jak to ??? Tadeusza powaliła kiła ??? Kto nas teraz obroni przed Darthem Vaderem? Wszak bez Tadeusza my wszyscy są zerem !" Natenczas Wojski chwycił przy pasie wiszacy, Swój Miecz Świetlny - długi, jasny i błyszczący. Dołączył po chwili do niego Gerwazy: "Nikt nas nie pokona gdy walczymy razem! Miecz mój jest potężny - Scyzoryk się zowi, Nie sprosta mu nawet Obi-Wan Kenobi !" Potrzebny jest ktoś by Vaderowi sprostał, Wielu próbowało - żaden nie pozostał. "Zobaczymy" rzekł Robak "Bo w jedności siła, Poczekajmy na Tadka, może przejdzie kiła" Lecz Lucasa rzecz ta nie za bardzo wzrusza, Ma w zanadrzu ciąg dalszy - "Powrót Tadeusza". Księga jedenasta Bardzo chciał iść walczyć, ale nie mógł wcale Wiec jął Tadek Zosi streszczać swoje żale. Zosia nic nie mówiąc tylko go słuchała, Ale tak naprawdę cholera ją brała, Bo się umówiła w swiątyni dumania Razem z Telimeną na lekcję kochania. Lecz co było robić? Męża słuchać trzeba, A za tą cierpliwość można pójść do nieba. Tymczasem we dworze coraz bardziej wrzało. Coraz więcej szlachty wzięło się zbierało. Wszyscy chcieli głowy Grzegorza Lucasa, A każdy miał oręż przypięty do pasa. Czasu było mało, by powstrzymać jego Przed puszczeniem w obieg kopii filmu tego, W której to historia dworu z Soplicowa Dzieje się w kosmosie vel "Nadzieja nowa". Lecz ciągle czekano: może Tadeusza Najdzie sił na tyle, by mógł on się ruszać. Mogli iść bez niego lecz z nim było raźniej. W końcu on był młody i widział wyraźniej. Zebrał więc się wreszcie chłopstwa oddział srogi I wszyscy czekali na rozkaz do drogi. Robak był do rządu message wystosował, By tą demonstrację zalegalizował. Na wariata bowiem oni iść nie chcieli, A wszystko legalnie załatwić woleli. W końcu zobaczyli w wieczornym dzienniku, Że premier się zgodził. Ale było krzyku! Wszyscy się cieszyli, ruszać chcieli teraz, Bo każdy chciał głowy pana reżysera. Lecz zapał ostudził Wojski wraz z Robakiem: "Czekajmy do rana! Może wraz z chłopakiem Pójdziemy w tą drogę?! Może wyzdrowieje?! W końcu dużo się tu cudów przecież dzieje!" No i przeczekali nockę spiąc w śpiworach Aż nastał już ranek- bardzo wczesna pora. Nagle drzwi od dworu z hukiem się otwarły. Wszystkie serca naraz z wrażenia zamarły. W drzwiach stanął Tadeusz z takimi słowami "Czekajcie panowie, zaraz pójdę z wami!!!" Księga dwónasta Ruszyli więc raźno, wszyscy zwarci w hordę, Aby Lucasowi wspólnie obić mordę. Hejże na Lucasa! Tadzik wrzasnął srodze, Lecz jego kamraci dawno byli w drodze. Pobiegł więc za nimi z bosymi stopami, Dogonił ich wreszcie - "Niech moc bedzie z nami! Coście tacy szybcy i do zemsty skorzy?! Zdążym dojść do celu zanim sen nas zmorzy!" Lecz do wieczora kilka chwil bez mała, Zrobili sto metrów i noc ich zastała. Nie ujdą daleko przez otchłanie nocy, Pomni zagrożenia "Ciemnej Strony Mocy". Prześpim się do rana wszyscy rzekli zgodnie, Postawili straże, a z nimi pochodnie. Tadzik sen miał twardy i niezbyt spokojny, Cóż mu się sni? Jak nie Gwiezdne Wojny? Księga trzynasta A jednak nie wojny się Tadkowi śniły, A snił mu się problem dla niego wstydliwy. Otóż od dni paru, albo jeszcze dłużej Miał on erotyczne odchyły tak duże, Że nawet i Zosia kochać z nim się bała, Bo co on wymyśli nigdy nie wiedziała. Raz ją trachnął pejczem, potem znowu kijem Mówiąc że to lubi i dla tego żyje. Owszem - tak twierdziła, nawet było miłe, Gdy pejczem Tadeusz skroił czasem tyłek, Ale gdy to robił często no i silnie To już się przestała śmiać jemu przychylnie, Ale jeśli mogła to się wykręcała Z takiego to seksu - bo się bardzo bała. Innym znowu razem do łóżka ją przykuł, Lub się kazał drapać wprost to po języku. Wpadł doń z wibratorem mówiąc takie słowa: "Dzisiaj dwóch nas będzie, jesteśże gotowa?" Przyszedł też wraz z Hrabią - kazał siąść mu z boku I się im przyglądać. Milość była w toku, A Hrabia się patrzył rozpraszając Zosię. Mimo to Tadeusz miał to wszystko w nosie. Bez takich brewerii nie mógł mieć spełnienia Więc namawiał Zosię do ich to czynienia. Pewnego wieczora miarka się przebrała, Gdy w ubraniu damy jego to ujrzała. Miał na sobie kieckę, usta pomalował I w takim ubraniu w domu paradował. Na włosy perukę blondwłosą zarzucił, A pod nosem babskie przeboje był nucił. Wtedy coś w niej pękło, w oczy mu rzuciła, Że od teraz ważną rzecz postanowiła. Otóż koniec z seksem dokąd się nie zmieni. Przyrzekła na wszystko co swięte na Ziemi. Śniąc to takie rzeczy obudził się z krzykiem I nie mógł już zasnąć koszmaru wynikiem. Zanim wszyscy wstali miał on czasu dużo By przemyśleć rzeczy ważne przed podróżą. Przyrzekł sobie w duchu, że gdy się to skończy Prosto do psychiatry w podskokach podąży, Aby ten go zbadał stawiając diagnozę Co Tadeuszowi wreszcie dopomoże. Księga czternasta Tadzik w okno popatrzył, ziewnął, że aż miło Cóż to tak naprawdę dzisiaj mi się śniło? Myśl ta cały czas spokoju mu nie daje, Czyż to na myśl o Jabbie penisik mu staje? Z niedowieżaniem Tadzik głową kiwa, Chyba pojdę do baru, napiję się piwa. Reszta bandy też chętnie się napije, Na myśl o złotym trunku cieszą im się ryje. Wkrótce po wypitku wiara z baru wyszła, Gdyż dziś na zemstę właśnie pora przyszła. Zemsta to nie bajka ani żaden poker, Już ,już wyruszają na "Rancho Skywalker". Wkrótce się dokona, w końcu zemsta słodka, Zasłużona kara dziś Lucasa spotka. Lecz Grzesiu jak to Grzesiu, wcale nie jest frajer, Wita ich na progu i pociska bajer: "Welcome people, siemacie ludziska..." Lecz Tadkowi w dłoni miecz świetlny już błyska. Wysłowić się nie dał Grzesiowi biednemu, Odwrócił się na piecie i... odszedl, niewiedzieć czemu. Wszystkich zdumienie ogarnęło wielkie, Wszak w Tadeuszu nadzieje pokladali wszelkie. Tadeusz jął tłumaczyć każdemu co się da, "Moc wielki wpływ na umysły słabe ma". Księga pietnasta Tadeusz z wyprawy powrócił do domu Co myślał w swej głowie nie zdradził nikomu Zosia go na ganku miło przywitała I tajemny sygnał ręką przekazała Tadek na to czekal, wykrzyknął: "Pączuszku!" Jeszcze w tej minucie wylądował w łóżku, A Zosia nowy rodzaj igraszek wybrała Do czterech rogów lóżka Tadka przywiązała Tadeusz powiedział "Jesteś bardzo miła, Co dziś będziesz ze mną całą noc robiła? Przy łóżku nożyczki, maszyna do szycia" "Będziesz to pamiętał aż do końca życia" Tadkowi żołądek odezwał się z głodu, A Zosia wyjęła szpikulec do lodu. Na ten widok Tadek o jednym zamarzył, By szybko stąd uciec, już pobladł na twarzy Wpadł w pułapkę Zosi, to musiał jej przyznać "Słuchaj Tadeuszu, muszę Ci coś wyznać: Dzisiaj przyszła paczka od jakiegoś Johna W tej paczce leżala Twoja była żona. Właściwie nie cała, nawet nie połowa Tak naprawdę tylko jej odcięta głowa, A obok tej głowy, chyba dla pociechy Leżaly zwinięte w rulonik bebechy Leżala też kartka pośród tych bebechów A na niej spisana lista głównych grzechów Do łóżka więc mego musiałam Cię zwabić Przykro mi to mówić, lecz muszę Cię zabić Nie wciskaj mi kitu o Twojej miłości, Bo i tak odpowiesz za grzech nieczystości". Już Tadzio główkuje jak Zosię przekonać, Bo w tak młodym wieku nie chciałby on skonać. "Co ja biedny pocznę, co ja biedny zrobię?" Oczami swej duszy widział się już w grobie... strony: [1] [2] komentarz[2] |
KSIĘGA SIÓDMA. RADA. TREŚĆ. Zbawienne rady Bartka, zwanego Prusak. — Głos żołnierski Maćka Chrzciciela. — Głos polityczny pana Buchmana. — Jankiel radzi ku zgodzie, którą Scyzoryk rozcina. — Rzecz Gerwazego, z której okazują się wielkie skutki wymowy sejmowej. — Protestacja starego Maćka. — Nagłe przybycie posiłków wojennych zrywa naradę. — Hejże na Soplice! Z kolei Bartek poseł rzecz swą wyprowadzał. Ten, że często na strugach[1] do Królewca chadzał, Nazwany był Prusakiem od swych spółrodaków Przez żart, bo nienawidził okropnie Prusaków, 5 Choć lubił o nich gadać. Człek podeszły w lata, W podróżach swych dalekich wiele zwiedził świata, Gazet pilny czytelnik, polityki świadom, Mógł więc niemało światła udzielić obradom. Ten rzecz tak kończył: „Nie jest to, Panie Macieju, 10 Bracie mój, a nas wszystkich Ojcze Dobrodzieju, Nie jest to marna pomoc. Jabym na Francuzów Spuścił się w czasie wojny, jak na czterech tuzów:[2] Lud bitny, a od czasów pana Tadeusza Kościuszki, świat takiego nie miał genijusza 15 Wojennego, jak wielki cesarz Bonaparte. Pamiętam, kiedy przeszli Francuzi przez Wartę, Bawiłem zagranicą wtenczas, w roku Pańskim Tysiącznym osiemsetnym szóstym; właśnie z Gdańskiem Handlowałem, a krewnych mam wiele w Poznańskiem. 20 Jeździłem ich odwiedzić; więc z panem Józefem Grabowskim[3], który teraz jest rejmentu szefem, A podówczas żył na wsi blisko Obiezierza, Polowaliśmy sobie na małego zwierza. Był pokój w Wielkopolszcze, jak teraz na Litwie, 25 Wtem nagle rozeszła się wieść o strasznej bitwie. Przybiegł do nas posłaniec od pana Todwena, Grabowski list przeczytał, krzyknął: „Jena! Jena![4] Zbito Prusaków na łeb, na szyję, wygrana!“ Ja, z konia zsiadłszy, zaraz padłem na kolana, 30 Dziękując Panu Bogu. — Do miasta jedziemy, Niby dla interesu, niby nic nie wiemy; Aż tu widzimy: wszystkie landraty, hofraty,[5] Komisarze i wszystkie podobne psubraty Kłaniają się nam nisko; każdy drży, blednieje, 35 Jako owad prusaczy[6] gdy wrzątkiem kto zleje. My śmiejąc się, trąc ręce, prosim uniżenie O nowinki, pytamy, co słychać o Jenie? Tu ich strach zdjął, dziwią się, że o klęsce owej Już wiemy; krzyczą Niemcy: „achary Got! o wej!“[7] 40 Spuściwszy nos, do domów, z domów dalej w nogi — O, to był rwetes! Wszystkie wielkopolskie drogi Pełne uciekających. Niemczyska jak mrowie Pełzną, ciągną pojazdy, które lud tam zowie Wageny i fornalki; mężczyźni, kobiety 45 Z fajkami, z imbryczkami, wleką pudła, bety,[8] Drapią, jak mogą. A my milczkiem wchodzim w radę: Hejże na koń, pomieszać Niemcom rejteradę! Nuż landratom tłuc w karki, z hofratów drzeć schaby, A herów oficerów łowić za harcaby[9] — 50 A jenerał Dąbrowski wpada do Poznania I cesarski przynosi rozkaz: Do powstania! W tydzień jeden, tak lud nasz Prusaków wychłostał I wygnał, na lekarstwo Niemcabyś nie dostał! Gdyby się tak obrócić i gracko i raźnie, 55 I u nas w Litwie sprawić Moskwie taką łaźnię? He, co myślisz Macieju? Jeśli z Bonapartem Moskwa drze koty, to on wojuje nie żartem: Bohater pierwszy w świecie, a wojsk ma bez liku! He, cóż myślisz, Macieju, nasz ojcze Króliku?“ 60 Skończył. Czekają wszyscy Macieja wyroku. Maciej głowy nie ruszył, ani podniósł wzroku, Tylko ręką kilkakroć uderzył po boku, Jak gdyby szabli szukał. (Od zaboru kraju Szabli nie nosił, przecież z dawnego zwyczaju, 65 Na wspomnienie Moskala, zawsze rękę zwracał Na lewy bok, zapewne Rózeczki swej macał; I stąd był nazywany powszechnie Zabokiem). Już wzniósł głowę, słuchając w milczeniu głębokiem. Maciej oczekiwanie powszechne omylił, 70 Nachmurzył brwi i znowu głowę na pierś schylił. Nakoniec odezwał się, zwolna każde słowo Wymawiając z przyciskiem, a w takt kiwał głową: „Cicho! skądże ta cała nowina pochodzi? Jak daleko Francuzi? kto nimi dowodzi? 75 Czy już wojnę zaczęli z Moskwą? gdzie i o co? Którędy mają ciągnąć? z jaką idą mocą? Wiele piechoty, jazdy? Kto wie, niechaj gada!“ Milczała patrząc na się kolejno gromada. „Radziłbym — rzecze Prusak — czekać bernardyna 80 Robaka, bo od niego pochodzi nowina; Tymczasem posłać pewnych szpiegów nad granicę I pocichu uzbrajać całą okolicę, A tymczasem ostrożnie całą rzecz prowadzić, Aby Moskalom naszych zamiarów nie zdradzić“. 85 „He! czekać? szczekać? zwlekać?“ przerwał Maciej drugi, Ochrzczony Kropicielem od wielkiej maczugi,[10] Którą zwał Kropidełkiem. Miał ją dziś przy sobie, Stanął za nią, na gałce zwiesił ręce obie, Na ręku oparł brodę, krzycząc: „Czekać! zwlekać! 90 Sejmikować! Hem, trem, brem, a potem uciekać! Ja w Prusach nie bywałem; rozum królewiecki Dobry dla Prus, a u mnie jest rozum szlachecki. To wiem, że kto chce bić się, niech kropidło chwyta; Kto umierać, ten księdza niech woła, i kwita! 95 Ja chcę żyć, bić! Bernardyn po co? czy my żaki? Co mi tam Robak! otóż my będziem robaki, I dalej Moskwę toczyć! Trem, bdrem, szpiegi, wzwiady, Wiecie wy, co to znaczy? — Oto, że wy dziady, Niedołęgi! He, Bracia! to wyżla rzecz tropić, 100 Bernardyńska kwestować, a moja rzecz: kropić, Kropić, kropić i kwita!“ — Tu maczugę głasnął, Za nim cały tłum szlachty: „Kropić! kropić!“ wrzasnął. Poparł stronę Chrzciciela Bartek, zwan Brzytewka, Od szabli cienkiej, tudzież Maciej, zwan Konewka, 105 Od sztućca, który naszał, z gardłem tak szerokiem, Że zeń, jak z konwi, tuzin kulek lał potokiem. Oba krzyczeli: „Wiwat Chrzciciel z Kropidełkiem!“ Prusak chciał mówić, ale zgłuszono go zgiełkiem I śmiechem. „Precz — wołano — precz Prusaki, tchórze! 110 Kto tchórz, niech w bernardyńskim chowa się kapturze!“ Wtem znowu głowę zwolna podniósł Maciej stary, I zaczęły cokolwiek uciszać się gwary: „Nie drwijcie — rzekł — z Robaka; znam go, to ćwik klecha, Ten robaczek większego od was zgryzł orzecha. 115 Raz go tylko widziałem: ledwiem okiem rzucił, Poznałem, co za ptaszek; ksiądz oczy odwrócił, Lękając się, żebym go nie zaczął spowiadać, Ale to rzecz nie moja, wiele o tem gadać! On tu nie przyjdzie, próżno wzywać bernardyna. 120 Jeśli od niego wyszła ta cała nowina, To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna! Jeśli prócz tej nowiny nic więcej nie wiecie, Więc pocoście tu przyszli? i czego wy chcecie?“ „Wojny!“ — krzyknęli. „Jakiej?“ — spytał. Zawołali: 125 „Wojny z Moskalem! bić się! Hajże, na Moskali!“ Prusak wciąż wolał, a głos coraz wyżej wznosił; Aż posłuchanie częścią ukłonem wyprosił, Częścią zdobył swą mową krzykliwą i cienką. „I ja chcę bić się — wołał tłukąc się w pierś ręką — 130 Choć Kropidła nie noszę, drągiem od wiciny Sprawiłem raz Prusakom czterem dobre chrzciny, Którzy mię po pjanemu chcieli w Preglu topić“.[11] „Toś zuch, Bartku — rzekł Chrzciciel — dobrze! kropić, kropić!“ „Ależ, najsłodszy Jezu! trzeba pierwej wiedzieć, 135 Z kim wojna? o co? trzeba to światu powiedzieć, — Wołał Prusak — bo jakże lud ruszy za nami? Gdzie pójdzie, kiedy, gdzie iść, my nie wiemy sami? Bracia Szlachta! Panowie! potrzeba rozsądku! Dobrodzieje, potrzeba ładu i porządku! 140 Chcecie wojny: więc zróbmy konfederacyją, Obmyślmy, gdzie zawiązać i pod laską czyją? Tak było w Wielkopolszcze: widzim rejteradę Niemiecką, cóż my robim? wchodzim tajnie w radę, Uzbrajamy i szlachtę i włościan gromadę; 145 Gotowi, Dąbrowskiego czekamy rozkazu, Nakoniec, hajże na koń! powstajem odrazu!“ „Proszę o głos!“ — zawołał pan komisarz z Klecka,[12] Człowiek młody, przystojny, ubrany z niemiecka. Zwał się Buchman, lecz Polak był, w Polszczę się rodził; 150 Nie wiedzieć pewnie, czyli ze szlachty pochodził, Lecz o to nie pytano, i wszyscy Buchmana Szacowali, iż służył u wielkiego pana, Był dobry patryjota, i pełen nauki, Z ksiąg obcych wyuczył się gospodarstwa sztuki, 155 I dóbr administracją prowadził porządnie; O polityce także wnioskował rozsądnie, Pięknie pisać i gładko umiał się wysławiać. Zatem umilkli wszyscy, kiedy jął rozprawiać: „Proszę o głos!“, powtórzył, podwakroć odchrząknął, 160 Ukłonił się i usty dźwięcznemi tak brząknął: „Preopinanci moi w swych głosach wymownych[13] Dotknęli wszystkich punktów stanowczych i głownych, Dyskusyją na wyższe wznieśli stanowisko; Mnie tylko pozostaje w jedno zjąć ognisko 165 Rzucone trafne myśli i rozumowania: Mam nadzieję w ten sposób sprzeczne zgodzić zdania. Dwie części w dyskusyi całej uważałem; Podział już jest zrobiony, idę tym podziałem. Naprzód: dlaczego mamy przedsiębrać powstanie? 170 W jakim duchu? to pierwsze, żywotne pytanie; Drugie rewolucyjnej władzy się dotycze. Podział jest trafny, tylko przewrócić go życzę. Naprzód zacząć od władzy; skoro pojmiem władzę, Z niej powstania istotę, duch, cel, wyprowadzę. 175 Co do władzy więc — kiedy oczyma przebiegam Dzieje całej ludzkości, i cóż w nich spostrzegam? Oto ród ludzki dziki, w lasach rozpierzchniony, Skupia się, zbiera, łączy dla wspólnej obrony, Obmyśla ją — i to jest najpierwsza obrada. 180 Potem każdy wolności własnej cząstkę składa Dla dobra powszechnego: to pierwsza ustawa, Z której jako ze źródła płyną wszystkie prawa. Widzimy tedy, że rząd umową się tworzy, Nie pochodząc, jak mylnie sądzą, z woli Bożéj. 185 Owóż rząd na kontrakcie oparłszy społecznym,[14] Podział władzy już tylko jest skutkiem koniecznym...“ „Otóż są i kontrakty! kijowskie czy mińskie? — Rzekł stary Maciej — owóż i rządy babińskie! Panie Buchman, czy Bóg nam chciał cara narzucić, 190 Czy djabeł, ja z Waszecią nie będę się kłócić: Panie Buchman, gadaj Waść jakby cara zrucić“.[15] „Tu sęk — krzyknął Kropiciel — gdybym mógł podskoczyć Do tronu i Kropidłem, plusk, raz cara zmoczyć, To jużby on nie wrócił, ni kijowskim traktem, 195 Ni mińskim, ni za żadnym Buchmana kontraktem; Aniby go wskrzesili z mocy Bożej popi, Ni z mocy Belzebuba. Ten mi zuch, kto kropi. Panie Buchman, Waścina rzecz bardzo wymowna, Ale wymowa szum, drum: kropić! to rzecz głowna“. 200 „To, to, to!“ — pisnął, ręce trąc, Bartek Brzytewka, Od Chrzciciela do Maćka biegając, jak cewka[16] Od jednej strony krosien przerzucana w drugą: „Tylko ty Maćku z Rózgą, ty Maćku z maczugą, Tylko zgódźcie się, dalbóg, pobijem na druzgi[17] 205 Moskala; Brzytew idzie pod komendę[18] Rózgi“. „Komenda — przerwał Chrzciciel — dobra ku paradzie; U nas była komenda w kowieńskiej brygadzie Krótka a węzłowata: Strasz, sam się nie strachaj, — Bij, nie daj się, — postępuj często, gęsto machaj; 210 Szach, mach!“ — „To — pisnął Brzytwa — to mi regulament![19] Poco tu pisać akta, poco psuć atrament? Konfederacji trzeba? o to cała sprzeczka? Jest marszałek nasz Maciej, a laska Rózeczka“. „Niech żyje — krzyknął Chrzciciel — Kurek na kościele!“ 215 Szlachta odpowiedziała: „Wiwant Kropiciele!“ Ale w kątach szmer powstał, choć w środku tłumiony, Widać, że się rozdziela rada na dwie strony. Buchman krzyknął: „Ja zgody nigdy nie pochwalam, To mój system!“[20] Ktoś drugi wrzasnął: „Nie pozwalam!“ 220 Inni z kątów wtórują. Nareszcie głos gruby Ozwał się przybyłego szlachcica Skołuby: „Cóż to Państwo Dobrzyńscy! A to co się święci? A my czy to będziemy z pod prawa wyjęci? Kiedy nas zapraszano z naszego zaścianku, 225 A zapraszał nas klucznik Rębajło Mopanku, Mówiono nam, że wielkie rzeczy dziać się miały, Że tu nie o Dobrzyńskich, lecz o powiat cały, O całą szlachtę idzie; toż i Robak bąkał, Choć nigdy nie dokończył i zawsze się jąkał, 230 I ciemno się tłumaczył. Wreszcie, koniec końców, My zjechali, sąsiadów wezwali przez gońców. Nie sami tu, Panowie Dobrzyńscy, jesteście, Z różnych innych zaścianków jest tu nas ze dwieście; Wszyscy więc radźmy. Jeśli potrzeba marszałka, 235 Głosujmy wszyscy; równa u każdego gałka. Niech żyje równość!“ Zatem dwaj Terajewicze[21] I czterej Stypułkowscy i trzej Mickiewicze Krzyknęli: „Wiwat równość!“ — stojąc za Skołubą. Tymczasem Buchman wołał: „Zgoda będzie zgubą!“ 240 Kropiciel krzyczał: „Bez was obejdziem się sami, Niech żyje nasz marszałek, Maciek nad Maćkami! Hej do laski!“ Dobrzyńscy krzyczą: „Zapraszamy!“ A obca szlachta woła w głos: „Nie pozwalamy!“ Rozstrycha[22] się tłum na dwie kupy rozdzielony, 245 I kiwając głowami w dwie przeciwne strony, Tamci: „Nie pozwalamy!“ — ci krzyczą: „Prosiemy!“ Maciek stary w pośrodku jeden siedział niemy, I jedna głowa jego była nieruchoma. Przeciw niemu stał Chrzciciel, zwieszony rękoma 250 Na maczudze, a głową na końcu maczugi Wspartą kręcił, jak tykwą[23] wbitą na kij długi, I na przemiany to wtył, to się naprzód kiwał, I ustawicznie: „kropić, kropić!“ wykrzykiwał. Wzdłuż izby zaś przebiegał Brzytewka ruchawy 255 Ciągle od Kropiciela do Macieja ławy. Konewka zaś powoli wszerz izbę przechodził Od Dobrzyńskich do szlachty, niby to ich godził; Jeden wciąż wołał: „Golić!“ — a drugi „Zalewać!“ Maciek milczał, lecz widno, że się zaczął gniewać. 260 Ćwierć godziny wrzał hałas, gdy nad tłum wrzeszczący, Ze środka głów wyskoczył w górę słup błyszczący. Był to rapier sążnistej długości, szeroki Na całą piędź, a sieczny na obadwa boki. Widocznie miecz teutoński[24], z norymberskiej stali 265 Ukuty; wszyscy milcząc, na broń poglądali. Kto ją podniósł? nie widać; lecz zaraz zgadniono: „To Scyzoryk! niech żyje Scyzoryk! — krzykniono, Wiwat Scyzoryk, klejnot Rębajłów zaścianku! Wiwat Rębajło, Szczerbiec, Półkozic, Mopanku!“ 270 Wnet Gerwazy (to on był) przez tłum się przecisnął Na środek izby, wkoło Scyzorykiem błysnął, Potem, wdół chyląc ostrze na znak powitania Przed Maćkiem, rzekł: „Rózeczce Scyzoryk się kłania. Bracia szlachta Dobrzyńscy! Ja nie będę radził 275 Nic a nic, powiem tylko, pocom Was zgromadził: A co robić, jak robić, decydujcie sami. Wiecie, słuch dawno chodzi między zaściankami, Że się na wielkie rzeczy zanosi na świecie; Ksiądz Robak o tem gadał, wszakże wszyscy wiecie?“ 280 „Wiemy!“ — krzyknęli. — „Dobrze. Owoż mądrej głowie — Ciągnął mówca spojrzawszy bystro — dość dwie słowie,[25] Nieprawdaż?“ — „Prawda!“ — rzekli. — „Gdy cesarz francuski — Rzekł Klucznik — stąd przyciąga, a stamtąd car ruski: Więc wojna; car z cesarzem, królowie z królami 285 Pójdą za łby, jak zwykle między monarchami, A nam czy siedzieć cicho? Gdy wielki wielkiego Będzie dusić, my duśmy mniejszych, każdy swego. Zgóry i zdołu, wielcy wielkich, małych mali, Jak zaczniem ciąć, tak całe szelmostwo się zwali, 290 I tak zakwitnie szczęście i Rzeczpospolita. Nieprawdaż?“ — „Prawda — rzekli — jakby z książki czyta!“ „Prawda — powtórzył Chrzciciel — krop, a krop i kwita!“ „Ja zawsze gotów golić“, — ozwał się Brzytewka; — „Tylko zgódźcie się — prosił uprzejmie Konewka — 295 Chrzcicielu i Macieju, pod czyją iść wodzą?“ Ale mu przerwał Buchman: „Niech się głupi godzą, Dyskusyje publicznej sprawie nie zaszkodzą. Proszę milczeć! Słuchamy, sprawa na tem zyska; Pan Klucznik ją z nowego zważa stanowiska“. 300 „Owszem — zawołał Klucznik — u mnie po staremu. O wielkich rzeczach myśleć należy wielkiemu: Jest na to cesarz, będzie król, senat, posłowie. Takie rzeczy, Mopanku, robią się w Krakowie, Lub w Warszawie, nie u nas, w zaścianku, w Dobrzynie; 305 Aktów konfederackich nie piszą w kominie Kredą, nie na wicinie, lecz na pergaminie. Nie nam to pisać akta, ma Polska pisarzy Koronnych i litewskich: tak robili starzy. Moja rzecz Scyzorykiem wyrzynać“. — „Kropidłem 310 Pluskać“ — dodał Kropiciel. — „I wykalać Szydłem“ — Krzyknął Bartek Szydełko, dobywszy swej szpadki. „Wszystkich was, — kończył Klucznik, — biorę tu na świadki, Czy Robak nie powiadał, że wprzód, nim przyjmiecie W dom wasz Napoleona, trzeba wymieść śmiecie? 315 Słyszeliście to wszyscy, a czy rozumiecie? Któż jest śmieciem powiatu? kto zdradziecko zabił Najlepszego z Polaków? kto go okradł, zgrabił, I jeszcze chce ostatki wydrzeć z rąk dziedzica? Któż to? Mamże wam gadać?“ — „A jużci Soplica 320 — Przerwał Konewka — to łotr!“ — „Oj, to ciemiężyciel!“ — Pisnął Brzytewka. — „Więc go kropić!“ — dodał Chrzciciel. „Jeśli zdrajca — rzekł Buchman — więc na szubienicę!“ „Hejże! — krzyknęli wszyscy — hajże na Soplicę!“ Lecz Prusak śmiał podjąć się Sędziego obrony, 325 I wołał z wzniesionemi ku szlachcie ramiony: „Panowie Bracia! aj! aj! a na Boskie rany! Co znowu? Panie Klucznik, czy Waść opętany? Czy o tem była mowa? Że ktoś miał warjata, Banita[26] bratem, to co? karać go za brata! 330 To mi po chrześcijańsku! Są tu w tem konszachty[27] Hrabiego. — Żeby Sędzia był ciężki dla szlachty, Nieprawda, dalibógże! To wy tylko sami Pozywacie go, a on zgody szuka z wami, Ustępuje ze swego, jeszcze grzywny[28] płaci. 335 Ma proces z Hrabią, cóż stąd? Obadwa bogaci; Niechaj pan drze się z panem, cóż to do nas braci? Pan Sędzia ciemiężyciel! On pierwszy zabraniał, Ażeby się chłop przed nim do ziemi nie kłaniał, Mówiąc, że to grzech. Nieraz u niego gromada 340 Chłopska, ja sam widziałem, do stołu z nim siada; Płacił za włość podatki, a nie tak jest w Klecku, Choć tam Waść, Panie Buchman, rządzisz po niemiecku. Sędzia zdrajca! My się z nim od infimy[29] znamy: Poczciwe było dziecko, i dziś taki samy; 345 Polskę kocha nad wszystko, polskie obyczaje Chowa, modom moskiewskim przystępu nie daje. Ilekroć z Prus powracam, chcąc zmyć się z niemczyzny, Wpadam do Soplicowa, jak w centrum polszczyzny: Tam się człowiek napije, nadysze Ojczyzny! 350 Dalbóg Dobrzyńscy! ja wasz brat, ale Sędziego Nie pozwolę pokrzywdzić, nie będzie nic z tego. Nie tak, Panowie Bracia, w Wielkopolszcze było: Co za duch! co za zgoda! aż przypomnieć miło! Nikt tam podobną fraszką nie śmiał rady mieszać!“ 355 „To nie fraszka — zawołał Klucznik — łotrów wieszać!“ Szmer wzmagał się. Wtem Jankiel posłuchania prosił, Na ławę wskoczył, stanął i nad głowy wznosił Brodę jak wiechę, co mu aż do pasa wisi; Prawą ręką zdjął zwolna z głowy kołpak lisi, 360 Lewą ręką jarmułkę zruszoną poprawił, Potem lewicę za pas zatknął i tak prawił, Kołpakiem lisim w kolej kłaniając się nisko: „Nu, Panowie Dobrzyńscy, ja sobie żydzisko; Mnie Sędzia ni brat, ni swat; szanuję Sopliców 365 Jak panów bardzo dobrych i moich dziedziców, Szanuję też Dobrzyńskich Bartków i Maciejów Jako dobrych sąsiadów, panów dobrodziejów; A mówię tak: Jeżeli Państwo chcą gwałt zrobić Sędziemu, to bardzo źle; możecie się pobić, 370 Zabić — a asesory? a sprawnik? a turma?[30] Bo w wiosce u Soplicy jest żołnierzy hurma, Wszystko jegry![31] Asesor w domu; tylko świśnie, Tak wraz przymaszerują, stoją jak umyślnie. A co będzie? A jeśli czekacie Francuza, 375 To Francuz jest daleko jeszcze, droga duża. Ja Żyd, o wojnach nie wiem, a byłem w Bielicy[32] I widziałem tam żydków od samej granicy; Słychać, że Francuz stoi nad rzeką Łososną,[33] A wojna jeśli będzie, to chyba aż wiosną. 380 Nu, mówię tak: czekajcie! wszak dwór Soplicowa Nie budka kramna, co się rozbierze, w wóz schowa I pojedzie — dwór, jak stał, do wiosny stać będzie; A pan Sędzia to nie jest żydek na arendzie, Nie uciecze, to jego można znaleść wiosną. 385 A teraz rozejdźcie się, a nie gadać głośno O tem, co było, bo to gadać, to daremno! A czyja łaska Panów Szlachty, proszę ze mną. Moja Siora powiła małego Jankielka, Ja dziś traktuję wszystkich, a muzyka wielka! 390 Każę przynieść kozicę, basetlę, dwie skrzypiec, A pan Maciek Dobrodziej lubi stary lipiec I nowego mazurka; mam nowe mazurki, A wyuczyłem śpiewać fein moje bachurki“. Wymowa lubionego powszechnie Jankiela 395 Trafiła do serc. Powstał krzyk, oklask wesela, Szmer przyzwolenia nawet za domem się szerzył; Gdy Gerwazy w Jankiela Scyzorykiem zmierzył. Żyd skoczył, wpadł w tłum; Klucznik wołał: „Precz stąd Żydzie! Nie tkaj palców między drzwi, nie o ciebie idzie! 400 Panie Prusak! że Waszeć sędziowską handlujesz Parą wicin mizernych, to już zań gardłujesz? Zapomniałeś, Mopanku, że ojciec Waszécin Spławiał do Prus dwadzieścia Horeszkowskich wicin? Stąd się zbogacił i on i jego rodzina, 400 Ba, nawet wszyscy, ilu was tu jest z Dobrzyna. Bo pamiętacie starzy, słyszeliście młodzi, Że Stolnik był was wszystkich ojciec i dobrodziéj. Kogóż on komisarzem słał do swych dóbr pińskich? Dobrzyńskiego! Rachmistrzów kogo miał? Dobrzyńskich! 410 Marszałkostwa, kredensu nie zwierzał nikomu,[34] Tylko Dobrzyńskim: pełno Dobrzyńskich miał w domu! On forytował[35] wasze w trybunałach sprawy, On wyrabiał u króla dla was chleb łaskawy, Dzieci wasze kopami pomieszczał w konwikcie 415 Pijarskim[36] na swym koszcie, odzieży i wikcie; Dorosłych promowował[37] także swym nakładem: A dlaczego to robił? że wam był sąsiadem! Dziś Soplica kopcami tyka waszych granic, Cóż kiedy wam dobrego zrobił on?“ — „Nic a nic! 420 — Przerwał Konewka — bo to wyrosło z szlachciury! A jak dmie się, phu, phu, phu, jak nos drze dogóry! Pamiętacie, prosiłem na córki wesele; Poję, nie chce pić, mówi: „Nie piję tak wiele, Jak wy szlachta; wy szlachta ciągniecie jak bąki!“ 425 Ot, magnat! delikacik z marymonckiej mąki![38] Nie pił; leliśmy w gardło, krzyczał: „Gwałt się dzieje!“ Czekaj-no, niech-no ja mu z Konewki naleję“. „Filut[39] — zawołał Chrzciciel — oj, i ja go kropnę Za swoje. Mój syn, było to dziecko roztropne, 430 Teraz tak zgłupiał, że go nazywają Sakiem,[40] A z przyczyny Sędziego został głupcem takim. Mówiłem: „Poco tobie leźć do Soplicowa? Jeżeli cię tam złowię, niech cię Bóg uchowa!“ On znowu smyk do Zosi, dybie przez konopie; 435 Złowiłem go, a zatem za uszy i kropię; A on beczy i beczy jak maleńkie chłopię: „Ojcze, choć zabij, muszę tam iść“, a wciąż szlocha — „Co tobie“? a on mówi, że tę Zosię kocha! Chciałby popatrzyć na nią! Żal mi nieboraka, 440 Mówię Sędziemu: „Sędzio, daj Zosię dla Saka“. On mówi: „jeszcze mała, czekaj ze trzy lata, Jak sama zechce“. Łotr! łże, już ją komuś swata. Słyszałem, już ja się tam na wesele wkręcę, Ja im łoże małżeńskie Kropidłem poświęcę“. 445 „I taki łotr — zawołał Klucznik — ma panować? I dawnych panów, lepszych od siebie rujnować? A Horeszków i pamięć i imię zaginie! Gdzież jest wdzięczność na świecie? — Niema jej w Dobrzynie! Bracia! chcecie bój z ruskim wieść imperatorem, 450 A boicie się wojny z Soplicowskim dworem? Strach wam turmy! Czyż to ja wzywam na rozboje? Broń Boże! Szlachta Bracia! ja przy prawie stoję. Wszak Hrabia wygrał, zyskał dekretów niemało; Tylko je egzekwować![41] Tak dawniej bywało: 455 Trybunał pisał dekret, szlachta wypełniała, A szczególniej Dobrzyńscy, i stąd wasza chwała Urosła w Litwie! Wszakże to Dobrzyńscy sami Bili się na zajaździe Myskim[42] z Moskalami, Których przywiódł jenerał ruski Wojniłowicz, 460 I łotr, przyjaciel jego, pan Wołk z Łogomowicz.[43] Pamiętacie, jak Wołka wzięliśmy w niewolę, Jak chcieliśmy go wieszać na belce w stodole, Iż był tyran dla chłopstwa a sługa Moskali; Ale się chłopi głupi nad nim zlitowali! 465 (Upiec go muszę kiedyś na tym Scyzoryku). Nie wspomnę innych wielkich zajazdów bez liku, Z których wyszliśmy zawsze, jak szlachcie przystało, I z zyskiem i aplauzem[44] powszechnym i z chwałą! Pocóż o tem wspominać? Dziś darmo pan Hrabia, 470 Sąsiad wasz, sprawę toczy, dekrety wyrabia, Już nikt z was pomóc nie chce biednemu sierocie! Dziedzic Stolnika tego, który żywił krocie, Dziś nie ma przyjaciela, oprócz mnie, Klucznika, I ot, tego wiernego mego Scyzoryka!“ 475 „I Kropidła — rzekł Chrzciciel — Gdzie ty, Gerwazeńku, Tam i ja, póki ręka, póki plusk plask w ręku. Co dwaj, to dwaj! Dalibóg, mój Gerwazy! ty miecz, Ja mam kropidło; dalbóg! ja kropię a ty siecz, I tak szach mach, plusk i plask; oni niech gawędzą!“ 480 „Toć i Bartka — rzekł Brzytwa — Bracia nie odpędzą; Już co wy namydlicie, to ja wszystko zgolę“. — „I ja — przydał Konewka — z wami ruszyć wolę, Gdy ich nie można zgodzić na obiór marszałka; Co mi tam głosy, gałki! U mnie insza gałka: 485 (Tu wydobył z kieszeni garść kul, dzwonił niemi) Ot gałki! — krzyknął — w Sędzię gałkami wszystkiemi!“ — „Do was — wołał Skołuba — do was się łączymy!“ — „Gdzie wy — krzyknęła szlachta — gdzie wy, to tam i my! Niech żyją Horeszkowie! wiwant Półkozice! 490 Wiwat Klucznik Rębajło! Hajże na Soplicę!“ I tak wszystkich pociągnął wymowny Gerwazy, Bo wszyscy ku Sędziemu mieli swe urazy, Jak zwyczajnie w sąsiedztwie, to o szkodę skargi, To o wyręby,[45] to o granice zatargi. 495 Jednych gniew, drugich tylko poburzała zawiść Bogactw Sędziego — wszystkich zgodziła nienawiść. Cisną się do Klucznika, podnoszą dogóry Szable, pałki — Aż Maciek, dotychczas ponury, Nieruchomy, wstał z ławy i wolnemi kroki 500 Wyszedł na środek izby, i podparł się w boki; I spojrzawszy przed siebie i kiwając głową, Zabrał głos, wymawiając zwolna każde słowo, Z przestankiem i przyciskiem: „A głupi! a głupi! A głupi wy! Na kim się mleło,[46] na was skrupi! 505 To, póki o wskrzeszeniu Polski była rada, O dobru pospolitem, głupi, u was zwada? Nie można było, głupi, ani się rozmowić, Głupi, ani porządku, ani postanowić Wodza nad wami, głupi! A niech-no kto podda 510 Osobiste urazy, głupi, u was zgoda! Precz stąd! Bo jakem Maciek, was, do milijonów Kroćset kroci tysięcy fur, beczek, furgonów Djabłów!!!...“ Ucichli wszyscy, jak rażeni gromem; Ale razem straszliwy powstał krzyk za domem: 515 „Wiwat Hrabia!“ On wjeżdżał na folwark Maciejów, Sam zbrojny, za nim zbrojnych dziesięciu dżokejów. Hrabia siedział na dzielnym koniu, w czarnym stroju; Na sukni orzechowy płaszcz włoskiego kroju, Szeroki, bez rękawów, jak wielka opona, 520 Spięty klamrą u szyi, spadał przez ramiona; Kapelusz miał okrągły z piórem, w ręku szpadę. Okręcił się i szpadą powitał gromadę. „Wiwat Hrabia! — krzyknęli — z nim żyć i umierać!“ Szlachta zaczęła z chaty przez okna wyzierać 525 I za Klucznikiem co raz ku drzwiom się napierać. Klucznik wyszedł, a za nim tłum przeze drzwi runął, Maciek resztę wypędził, drzwi zamknął, zasunął, I przez okno wyjrzawszy, raz jeszcze rzekł: „Głupi!“ A tymczasem się szlachta do Hrabiego kupi. 530 Idą w karczmę. Gerwazy wspomniał dawne czasy, Kazał sobie trzy podać od kontuszów pasy, Na nich ze sklepu karczmy beczki wydobywa Trzy: jedną miodu, drugą wódki, trzecią piwa. Wyjął goździe, wnet z szumem trysnęły trzy strugi, 535 Jeden biały jak srebro, krwawnikowy drugi, Trzeci żółty; troistą grają w górze tęczą, A spadając w sto kubków, we sto szklanek brzęczą. Wre szlachta. Tamci piją, ci Hrabiemu życzą Lat setnych, wszyscy, „Hajże na Soplice!“ krzyczą. 540 Jankiel wymknął się milczkiem, oklep; Prusak rownie, Niesłuchany, choć jeszcze rozprawiał wymownie, Chciał zmykać, szlachta w pogoń, wołając, że zdradził. Mickiewicz stał zdaleka, ni krzyczał, ni radził, Ale z miny poznano, że coś złego knuje, 545 Więc do kordów, i hajże! On się rejteruje, Odcina się, już ranny, przyparty do płotów, Gdy mu skoczył na odsiecz Zan i trzech Czeczotów.[47] Zaczem rozjęto[48] szlachtę, ale w tym rozruchu, Dwóch było ciętych w ręce, ktoś dostał po uchu. 550 Reszta wsiadała na koń. — Hrabia i Gerwazy Porządkują, rozdają oręże, rozkazy. Wkońcu wszyscy przez długą zaścianku ulicę Puścili się wcwał, krzycząc: „Hajże na Soplice!“
tobi 3 zapytał(a) o 13:47 najważniejsze cytaty z Pana Tadeusza i objaśnienie ich. kto do kogo je wypowiedział 0 ocen | na tak 0% 0 0 Odpowiedz Odpowiedzi AnahiRoberta odpowiedział(a) o 15:02 znam te : ,Mnie Jackowi czarną podano polewkę" - Jacek Soplica mówił na spowiedzi ks. X "Bo sędzia w domu dawne obyczaje chował I nigdy nie dozwalał, by chybiono względu Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzędu; Tym ładem, mawiał, domy i narody słyną Z jego upadkiem domy i narody giną" - o obyczajach u Soplicy, to chyba 0 0 Uważasz, że ktoś się myli? lub